Młodzi - Chrystusem

Stosunek rodziców, bliskich osób na nasze postępowanie.
T#238719
Facebook
zxawed poziom 1
Lokalizacja: Nowy Sącz
#1309664 10.04.2013 23:45:51
Jaki jest stosunek waszych rodziców, bliskich na wasze zaangażowanie we wspólnoty, dzieła, czuwania itp. ? Czy są oni pozytywnie, czy negatywnie nastawieni na takie wasze postępowanie?



Lecz On mu odparł: "Napisane jest:
Nie samym chlebem żyje człowiek,
lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych".
Mt 4,4
Maqudzia
Lokalizacja: Tarnowskie Góry
#1310235 11.04.2013 11:08:30
hmm... u mnie to wygląda różnie. od podstawówki mama sama posyłała mnie na Dzieci Maryi, później nie przeszkadzało jej jak zostałam animatorką (w gimnazjum) jeździłam trochę na rekolekcje, dni skupienia. Nawet przez liceum było w miarę spokojnie. po maturze wyjechałam za granicę, byłam tam rok. (rok bez Jezusa, totalnie). no i ostatnie pół roku zaczęłam 'wracać do siebie'. i się zaczęło! zaczęłam w tygodniu do kościoła chodzić to mama jest mega wściekła. chcę jechać na weekend na dni skupienia to robi problemy. jak sie dowie o klasztorze to mnie chyba powiesi... jęzor i jak jej ty wytłumaczyć że ja po prostu chcę tego? że On też dla mnie tego chce? oczko



♥ Tylko Ty... ♥
sandraa poziom 1
UŻYTKOWNIK ZABLOKOWANY
#1311594 11.04.2013 16:25:53
ja mam troszkę łatwiej, od urodzenia jestem w rodzinie wierzącej, co niedziele chodzę do kościoła, w piątki na spotkania młodzieżowe, czasem w czwartki, w wakacje jeżdżę na co najmniej 3 Misję do różnych miast gdzie głosimy ewangelię, oczywiście konferencje chrześcijańskie itd. u mnie w domu nikt nie ma z tym problemu, rodzice bardzo się cieszą, że chcę się angażować ponieważ wiedzą, że dzieci ich znajomych nie chcą wierzyć i chodzić do kościoła.
patrząc z perspektywy czasu cieszę cię, że jestem z rodziny chrześcijańskiej w której ciągle ma się styczność z żywym Bogiem ( przykładem może być to, że moje płyty w większości są chrześcijańskie, czasem jest tak, że lecą na okrągło) dużo dały mi lekcje szkółki niedzielnej wesoły
Monika
#1311608 11.04.2013 16:39:29
Moja rodzina też jest wierząca, więc nie mam z tym problemu. W drugim semestrze zmienili nam nauczyciela od religii, siostra poszła na emeryturę i teraz mamy z księdzem. Szkoła do której chodzę należy do parafii, w której ksiądz prowadzi oazę młodzieżową. Na początku marca organizował dla oazy dzień skupienia. Pytał się nas w szkole czy chcemy jechać, zgłosiłam się, dostałam zgodę na wyjazd, którą mama chętnie podpisała. W sobotę ksiądz zorganizował wyjście do Sióstr Karmelitanek i także tym razem mama chętnie podpisała zgodę. ZA niecałe 3 tygodnie znowu będzie dzień skupienia, myślę, że mama podpisze zgodę ; ) Chcę zabrać młodszą siostrę, ale ona pyta się po co jej to, mówi, że tego nie potrzebuje. Będę jeszcze próbować może się uda : )
sandraa poziom 1
UŻYTKOWNIK ZABLOKOWANY
#1311618 11.04.2013 16:42:17
Kiedyś siedziałam tak sobie i myślałam co by było gdyby moi rodzice nie zmienili kościoła i zostali katolikami. Myślę, że byłoby ciężko ponieważ nie miałabym aż takich wzorców jak mam teraz, ale po tym rozmyślaniu przyszedł mi werset o tym, że zostaliśmy powołani do bycia dziećmi Bożymi przed założeniem świata wesoły
Ewa
#1311803 11.04.2013 18:36:32
różnie bywa....
zxawed poziom 1
Lokalizacja: Nowy Sącz
#1311982 11.04.2013 20:44:50
    Maqudzia pisze:

    hmm... u mnie to wygląda różnie. od podstawówki mama sama posyłała mnie na Dzieci Maryi, później nie przeszkadzało jej jak zostałam animatorką (w gimnazjum) jeździłam trochę na rekolekcje, dni skupienia. Nawet przez liceum było w miarę spokojnie. po maturze wyjechałam za granicę, byłam tam rok. (rok bez Jezusa, totalnie). no i ostatnie pół roku zaczęłam 'wracać do siebie'. i się zaczęło! zaczęłam w tygodniu do kościoła chodzić to mama jest mega wściekła. chcę jechać na weekend na dni skupienia to robi problemy. jak sie dowie o klasztorze to mnie chyba powiesi... jęzor i jak jej ty wytłumaczyć że ja po prostu chcę tego? że On też dla mnie tego chce? oczko


Mam podobną sytuację, co ty, więc wiem, co to znaczy jak rodzice czasem blokują cię w życiu duchowym ;/ Moja mama, dziękuję jej za to, że wreszcie pozbyła się większości obaw o mnie i pozwoliła mi wychodzić na spotkania, próby scholi/chóru, ale wypomina mi czasem, że angażuję się w jakieś dodatkowe rzeczy. Wielkim bólem i ugodzeniem w serce było dla mnie, jak powiedziała mi, że nie mogę się tak wykańczać i chodzić tyle do kościoła i,że: ,,Ona lubi Boga, no ale bez przesady", gdy rano wstałem wcześniej do kościoła na Mszę Świętą(bo biorę udział w Krucjacie Eucharystycznej za diakonów). Ból był straszny, ale będąc ostatni raz na porannej Mszy Świętej i siedząc dłużej w Kościele zrozumiałem, dostałem łaskę zrozumienia swoich rodziców i ich obaw o moje zdrowie i życie, na straży, którego stoją i postanowiłem dojść do porozumienia z nimi bardzo szczęśliwy
Magudzia postaraj się porozmawiać z mamą, powiedz co ci dają wyjazdy/spotkania, jeśli uwierz mi wielką miłość swojej mamy i ona to dostrzeże to jej obawy nie znikną, ale może zacznie szerzej patrzeć i rozumieć o wiele więcej rzeczy, przecież i ty, i ona i my wszyscy uczymy się całe życie, módl się za to byście otrzymały łaski wspólnego zrozumienia wesoły



Lecz On mu odparł: "Napisane jest:
Nie samym chlebem żyje człowiek,
lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych".
Mt 4,4
Maqudzia
Lokalizacja: Tarnowskie Góry
#1312070 11.04.2013 21:30:37
zxawed, jest jeszcze jedna sprawa o której nie wspomniałam. wyjazd za granice nie odbył się bez powodu. zaraz po maturze chciałam od razu iść do klasztoru. mama nie chciała przyjąć tego do wiadomości, tata średnio, a babcia (od strony mamy) była tak samo przeciwna. Do tego dochodził dziadek, który był totalnie nie wierzący. no a ja, wtedy w nieciekawej sytuacji z rodzicami uległam im i wyjechałam. żałowałam tego długo, mama co chwila chciała zapewnienia że zapomniałam o tych 'bzdurach' i że pójdę na studiach. no cóż, po roku bez Jezusa można powiedzieć że w końcu o tym zapomniałam. Jednak w ferie byłam na rekolekcjach no i wszystko wróciło oczko zrozumiałam też, że gdyby nie ten rok, to nie byłabym taka jak teraz wesoły dużo mnie to nauczyło oczko

nie wspominałam jeszcze. Jak dziadek sie dowiedział czemu wyjezdzam (babcia mu w końcu powiedziała) troche sie podłamał no i niestety po roku, w czerwcu mu się zmarło smutny dłuugi cas siebie o to obwiniałam, ale w końcu mi przeszło. Ogólnie moi rodzice są wierzący, ale tacy niedzielni bardziej.

hmm, taka anegdotka z dnia wczorajszego i dzisiejszego oczko
5 razy w roku, w Zabrzegu, odbywają się skupienia na które zwykle jeżdżę. i są w ten weekend przed ostatnie. powiedziałam o nich mamie w niedzielę, to zaczęła marudzić że to kuzynka ma urodziny, że coś tam i coś tam. wczoraj, chyba znów jej to z głowy wyleciało, znów zaczęła marudzić że to znów nie posprzątam i takie tam. w końcu udało mi sie tak poukładać czas, że mogę jechać trzy godziny później, i że zdążę wszystko posprzątać. Mamusi było to nie w smak, bo już jej chyba argumenty odebrałam... jęzor



♥ Tylko Ty... ♥
zxawed poziom 1
Lokalizacja: Nowy Sącz
#1312121 11.04.2013 22:09:42
U mnie w domu są wierzący, ale żałuję, że nie mają łaski rozumienia otoczenia i życia duchowego, bo czasem nie widzą sensu w moich wyjściach i wyjazdach, bez których ja żyć nie mogę. Magudzia u ciebie jest trochę komplikacji, ale modlę się, by ci się udało i byś się nie załamała. Po anegdotce możesz się nauczyć, że zawsze jest coś, by być na wygranej pozycji szczególnie, gdy jesteś z armii Pana bardzo szczęśliwy



Lecz On mu odparł: "Napisane jest:
Nie samym chlebem żyje człowiek,
lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych".
Mt 4,4
Pina2601 poziom 2
Lokalizacja: Chełm/Lublin
#1333592 19.04.2013 13:40:56
Moja mama myśli, że jestem najpewniej nawiedzona. Jest to obojętne z jaką częstotliwością chodzi do Kościoła. Nie przeszkadza mi to ale raczej nigdy nie miałam dobrego wzorca.



" Powierz Panu swoją drogę
i zaufaj Mu: On sam będzie działał "
Ps 37,5
zakochana_w_Jezusie
#1336104 20.04.2013 11:56:44
Patrzę że sporo osób ma podobne problemy jak ja. No więc u mnie na początku rodzice byli zadowoleni, że czesciej chodzę na spotkania, na alphę, na różnego rodzaje Msze i rekolekcje. Ale jakby im bardziej ja zagłębiałam się w życie duchowe, tym bardziej rodzice są przeciwni, zwłaszcza tata,. Rozkminia czasem, ze to jakaś sekta albo coś. Kurde, niby pochodzę z rodziny wierzącej, ale jak to ktoś wcześniej napisał, takiej "niedzielnej". To strasznie boli gdy Ty wiesz, że Bóg jest dla Ciebie ważny, najważniejszy, a najbliższym to przeszkadza.
Dagmara
#1336244 20.04.2013 14:49:37
U mnie rodzice są zadowoleni, że chodzę do kościoła i nie muszą mnie do tego zmuszać, tak jak to było kiedyś. Czasem słyszę dziwne komentarze ze strony taty, na temat tego, że śpiewam w scholi, zadaje się z lektorami, księdzem i takie tam.. Ale to są bardziej 'żarciki' tatusia, który nie chodzi do kościoła w ogóle. Mama jest zadowolona, chociaż czasami też mówi,że zostanę zakonnicą. Wtedy ją uspokajam, ale na tematy wiary nie rozmawiamy. wesoły Nawet gdy próbuje jej czasami pewne rzeczy i sytuacje uświadomić to jakoś nie za bardzo do niej trafiam. Od czasu do czasu w niedzielę pójdzie do kościoła... Czasem mam wrażenie, że ja zachowuje się jak rodzic, a oni jak dzieci. wesoły
sandraa poziom 1
UŻYTKOWNIK ZABLOKOWANY
#1336258 20.04.2013 15:13:15
trzeba czasu, żeby ktoś doszedł do pewnych rzeczy
Stosunek rodziców, bliskich osób na nasze postępowanie.
T#238719
Facebook
Aby pisać na forum musisz się zalogować !!!
rss · kontakt · załóż własne forum · TestHub.pl · korzystasz z forum? wesprzyj projekt!