zxawed, jest jeszcze jedna sprawa o której nie wspomniałam. wyjazd za granice nie odbył się bez powodu. zaraz po maturze chciałam od razu iść do klasztoru. mama nie chciała przyjąć tego do wiadomości, tata średnio, a babcia (od strony mamy) była tak samo przeciwna. Do tego dochodził dziadek, który był totalnie nie wierzący. no a ja, wtedy w nieciekawej sytuacji z rodzicami uległam im i wyjechałam. żałowałam tego długo, mama co chwila chciała zapewnienia że zapomniałam o tych 'bzdurach' i że pójdę na studiach. no cóż, po roku bez Jezusa można powiedzieć że w końcu o tym zapomniałam. Jednak w ferie byłam na rekolekcjach no i wszystko wróciło
zrozumiałam też, że gdyby nie ten rok, to nie byłabym taka jak teraz
dużo mnie to nauczyło 
nie wspominałam jeszcze. Jak dziadek sie dowiedział czemu wyjezdzam (babcia mu w końcu powiedziała) troche sie podłamał no i niestety po roku, w czerwcu mu się zmarło
dłuugi cas siebie o to obwiniałam, ale w końcu mi przeszło. Ogólnie moi rodzice są wierzący, ale tacy niedzielni bardziej.
hmm, taka anegdotka z dnia wczorajszego i dzisiejszego
5 razy w roku, w Zabrzegu, odbywają się skupienia na które zwykle jeżdżę. i są w ten weekend przed ostatnie. powiedziałam o nich mamie w niedzielę, to zaczęła marudzić że to kuzynka ma urodziny, że coś tam i coś tam. wczoraj, chyba znów jej to z głowy wyleciało, znów zaczęła marudzić że to znów nie posprzątam i takie tam. w końcu udało mi sie tak poukładać czas, że mogę jechać trzy godziny później, i że zdążę wszystko posprzątać. Mamusi było to nie w smak, bo już jej chyba argumenty odebrałam...
nie wspominałam jeszcze. Jak dziadek sie dowiedział czemu wyjezdzam (babcia mu w końcu powiedziała) troche sie podłamał no i niestety po roku, w czerwcu mu się zmarło
hmm, taka anegdotka z dnia wczorajszego i dzisiejszego
5 razy w roku, w Zabrzegu, odbywają się skupienia na które zwykle jeżdżę. i są w ten weekend przed ostatnie. powiedziałam o nich mamie w niedzielę, to zaczęła marudzić że to kuzynka ma urodziny, że coś tam i coś tam. wczoraj, chyba znów jej to z głowy wyleciało, znów zaczęła marudzić że to znów nie posprzątam i takie tam. w końcu udało mi sie tak poukładać czas, że mogę jechać trzy godziny później, i że zdążę wszystko posprzątać. Mamusi było to nie w smak, bo już jej chyba argumenty odebrałam...
♥ Tylko Ty... ♥