U mnie rodzice są zadowoleni, że chodzę do kościoła i nie muszą mnie do tego zmuszać, tak jak to było kiedyś. Czasem słyszę dziwne komentarze ze strony taty, na temat tego, że śpiewam w scholi, zadaje się z lektorami, księdzem i takie tam.. Ale to są bardziej 'żarciki' tatusia, który nie chodzi do kościoła w ogóle. Mama jest zadowolona, chociaż czasami też mówi,że zostanę zakonnicą. Wtedy ją uspokajam, ale na tematy wiary nie rozmawiamy.
Nawet gdy próbuje jej czasami pewne rzeczy i sytuacje uświadomić to jakoś nie za bardzo do niej trafiam. Od czasu do czasu w niedzielę pójdzie do kościoła... Czasem mam wrażenie, że ja zachowuje się jak rodzic, a oni jak dzieci. 