#1464029 26.05.2013 18:50:32
Cześć!
Słuchajcie, troche sie zagubiłem.
Może ktoś już wcześniej zauważył po moich postach niezdecydowanie, ale teraz dopiero to wyszło.
Miałem cholerną depresje przez długi czas z przerwami, w których byłem szczęśliwy, dziękowałem Bogu i sie cieszyłem. Ale potem zaczęły sie dziać rzeczy, które podpowiadały mi, abym dał sobie z tym spokój.
Po prostu nie jestem cierpliwy i zrezygnowałem z tego.
Modliłem sie do Boga i prosiłem o pomoc, o wiare, abym przetrwał w tym, aby mnie poprowadził. I tych "szaleńczych" modlitw (szaleńczych, bo były takie na całość, którym niemal towarzyszył płacz i chęć zabicia sie) było kilka.
Po każdej z nich miałem jeszcze większego doła, pecha, problemy, smutki, brak chęci do życia, ludzie mnie traktowali jak idiote i nie śmiali sie z niczego co mówie, nie reagowali ignorowali mnie.
Oczywiście nie aż tak jak to opisałem, ale w 70% tak jak napisałem.
Kiedy nagle powiedziałem sobie "w dupie z tym. Bóg jest na 100% istnieje, nie ma możliwości by go nie było. Ale widocznie nie znamy całej prawdy i są ludzie, których Bóg nie chce i im nie pomaga, robi na złość gdy sie do niego modlą i olewa ich". I tak jest u mnie.
Od kiedy przestałem sie do niego modlić (tylko jak zaczynam o nim myśleć to sobie mówie w głowie "on istnieje, ale mnie ignoruje"
, myśleć co zrobić z wiarą, stałem sie szczęśliwszym człowiekiem. Skupiam sie w 100% na sobie, na tym co mam robić, wreszcie czuje, że jestem w pełni odpowiedzialny za siebie i nie musze tego nikomu zawierzać i potem sie obawiać, że coś nie wyjdzie.
Jednak mam wahania czy to co myśle jest prawdą, czy to szatan mnie tak zwodzi. Jednak to niemożliwe, żeby Bóg poddawał mnie aż takim próbom, które niemal sprowadziły mnie do grobu (miałem 2 próby samobójstwa, bo miałem tego dość. Obie te rzeczy w pewnym stopniu lekko zniszczyły mi poczucie wartości oraz psychike, bardziej sie teraz trzęse, olewam rzeczy i myślenie o śmierci jest moim porządkiem naturalnym, wykonywanym kilka razy w tygodniu.
Nie chce mieć wątpliwości, chce podążać jedną drogą. Ale nie moge zaufać Bogu, nie moge sie do niego modlić z obawą, że on mnie będzie za to karał i pokazywał mi, że "nie ma dla mnie miejsca".
Słuchajcie, troche sie zagubiłem.
Może ktoś już wcześniej zauważył po moich postach niezdecydowanie, ale teraz dopiero to wyszło.
Miałem cholerną depresje przez długi czas z przerwami, w których byłem szczęśliwy, dziękowałem Bogu i sie cieszyłem. Ale potem zaczęły sie dziać rzeczy, które podpowiadały mi, abym dał sobie z tym spokój.
Po prostu nie jestem cierpliwy i zrezygnowałem z tego.
Modliłem sie do Boga i prosiłem o pomoc, o wiare, abym przetrwał w tym, aby mnie poprowadził. I tych "szaleńczych" modlitw (szaleńczych, bo były takie na całość, którym niemal towarzyszył płacz i chęć zabicia sie) było kilka.
Po każdej z nich miałem jeszcze większego doła, pecha, problemy, smutki, brak chęci do życia, ludzie mnie traktowali jak idiote i nie śmiali sie z niczego co mówie, nie reagowali ignorowali mnie.
Oczywiście nie aż tak jak to opisałem, ale w 70% tak jak napisałem.
Kiedy nagle powiedziałem sobie "w dupie z tym. Bóg jest na 100% istnieje, nie ma możliwości by go nie było. Ale widocznie nie znamy całej prawdy i są ludzie, których Bóg nie chce i im nie pomaga, robi na złość gdy sie do niego modlą i olewa ich". I tak jest u mnie.
Od kiedy przestałem sie do niego modlić (tylko jak zaczynam o nim myśleć to sobie mówie w głowie "on istnieje, ale mnie ignoruje"
Jednak mam wahania czy to co myśle jest prawdą, czy to szatan mnie tak zwodzi. Jednak to niemożliwe, żeby Bóg poddawał mnie aż takim próbom, które niemal sprowadziły mnie do grobu (miałem 2 próby samobójstwa, bo miałem tego dość. Obie te rzeczy w pewnym stopniu lekko zniszczyły mi poczucie wartości oraz psychike, bardziej sie teraz trzęse, olewam rzeczy i myślenie o śmierci jest moim porządkiem naturalnym, wykonywanym kilka razy w tygodniu.
Nie chce mieć wątpliwości, chce podążać jedną drogą. Ale nie moge zaufać Bogu, nie moge sie do niego modlić z obawą, że on mnie będzie za to karał i pokazywał mi, że "nie ma dla mnie miejsca".