Z własnego doświadczenia mogę tyle napisać że gdy miałem wątpliwości po co się modlić, po co Bóg i takie tam rzeczy to po prostu przestałem się modlić. Przestałem do kościoła chodzić rozmawiać z Bogiem, w ogóle o nim myśleć. Lecz po czasie odkryłem że tak się nie da. Przynajmniej ja tak nie potrafiłem. Zdołowało mnie to jeszcze bardziej niż przedtem. Dopiero wtedy poczułem że życie nie ma sensu i wróciłem. Nie od razu lecz pomalutku pomalutku. Można by rzec że za dużo o tych sprawach myślałem zamiast zacząć czuć. Pisałeś o próbach samobójczych jeśli możesz coś więcej. Czy byłeś o krok od śmierci? Co wtedy czułeś? Bałeś się? Czasami trzeba przestać myśleć i poddać się uczuciom, instynktowi który mówi walcz, nie poddawaj się, zacznij żyć. Nie wiem czy Tobie to pomoże lecz mi pomogło i kieruję się lub przynajmniej próbuję kierować się tym: http://www.katolik.pl/jak-przekroczyc-siebie--aby-powierzyc-sie-bogu-,54,416,cz.html
Samo zaufanie i modlitwa nie wystarczy Bóg nie pstryknie w palce i Cię nie uratuję lecz trzeba z wiarą i zaufaniem zrobić ten pierwszy krok. Pozdrawiam
Samo zaufanie i modlitwa nie wystarczy Bóg nie pstryknie w palce i Cię nie uratuję lecz trzeba z wiarą i zaufaniem zrobić ten pierwszy krok. Pozdrawiam