Młodzi - Chrystusem

Damiano00
12.04.2013 19:40:46
Posty: 44 #1313221
Cześć

Mam pewien problem, który mnie trapi i jest jedyną przyczyną częstych myśli samobójczych lub o tym, że moje życie jest całkowicie pozbawione sensu i nawet jestem tylko ciężarem dla kilku osób, a nikim cennym dla kogoś.

Otóż chciałbym jak najbardziej skrócić tekst, żebym sie nie rozpisywał.

Zawsze było tak, że ktoś mi w szkole dokuczał. Nie jakoś tak przesadnie, żeby mnie bić, okradać, robić mi żarty doprowadzające do płaczu itp., ale w 70% sytuacjach mojego życia spotykałem sie z negatywnymi opiniami, krytyką, próbą zniszczenia mojego poczucia wartości, bym zaczął myśleć o sobie, że jestem nikim.

W 1,2,3 gimnazjum było jeszcze ok, bo miałem paru kumpli i to nawet połowa chłopaków z klasy była spoko wobec mnie, tylko czasem coś tam żartowali ze mnie.

Natomiast teraz jestem w liceum, gdzie jest 4 chłopaków (łącznie ze mną) i dziewczyn 23. Co powoduje, że albo jestem tam fajnym "kozakiem", którego dziewczyny lubią i on ich pociąga, albo jestem nikim, bo mało kiedy dziewczyny sie kolegują z chłopakami, bardziej to lubią ich mieć za swoich chłopaków lub chłopaków koleżanki, wtedy jest jeszcze ok.

Na początku liceum przez pierwsze 2 miesiące to jeszcze byłem w miare szanowany, dziewczyny śmiali sie z moich żartów, dobry kolega mnie nie wyzywał i lubiłem chodzić do tej szkoły.

Teraz natomiast jest tak, że wszyscy traktują mnie jak NIC, jak jakiegoś gorszego, jak idiote, debila, jak chłopczyka, którego można wyzywać. Kogoś, kim można pomiatać.
Tak sie wobec mnie zachowuje chyba połowa klasy. Gdy powiem coś śmiesznego, to one specjalnie sie nie śmieją, a gdy ktoś mnie obrazi, skrytykuje, poniży to wszyscy sie śmieją i cieszy ich to niezmiernie.

Od początku roku nigdy nie było takich sytuacji, żebym kogoś wyzywał celowo albo obrażał, zazwyczaj były to tylko żartobliwe riposty na to co ludzie na mnie mówili i nie było to nic mocnego.

Nie wiem, ale teraz ludzie po prostu postrzegają mnie jako jakieś dziecko z autyzmem, jakiegoś sztywniaka, nudziarza, idiote. Ostatnio zatraciłem chęć odzywania sie do kogokolwiek, bo co chwile spotykam sie z negatywnymi odpowiedziami z ich strony.

Czyli podsumowując, społeczeństwo prawie zawsze było dla mnie takie źle nastawione do mnie. Jakby nad moją głową widniał napis "Manekin. Śmiało wyzywajcie go, nic wam nie zrobi, trenujcie swoje obelgi na nim i wyżywajcie sie na nim"

Często mam depresje, smutki i myśli samobójcze, bo wydaje mi się, że NIE MA na tym świecie osoby, która mnie kocha i NIE MA na tym świecie osoby, która mnie lubi. Po części bardzo to sie zgadza, bo nikomu na mnie nie zależy na dzień dzisiejszy. Nie mam przyjaciół, rodzina jest wobec mnie negatywnie nastawiona z byle powodu i w dodatku dokuczają mi w szkole, a potem tak to odwracają, że wychodzi na to, że to moja wina i ja zawsze jestem "ten gorszy". prawie 80% tego wszystkiego stało sie przez mojego kolege z klasy, który zgrywa kozaka i dlatego go dziewczyny lubią. Przez te zgrywanie kozaka on sie czuje bardzo pewnie siebie, wszystko mu sie udaje, jest po jego myśli, jest chamski dla dziewczyn, a one dalej miłe dla niego i dodatkowo mnie poniża, ja trace na tym, a on dalej zyskuje (to w ogóle jest dziwne, bo dziewczyny zazwyczaj jesli są dojrzałe to nie naśmiewają sie z kogoś).

Nie wiem czy jest to jakiś plan Boga wobec mnie, czy on po prostu ma mnie gdzieś i nie chce mi pomóc rozwiązać moich problemów życiowych. Jedyny powód, dla którego nieraz płacze w domu, to właśnie moja zrujnowana opinia w klasie. Nie moge przez to z zadowoleniem wkraczać do szkoły, ani z niej wychodzić z pełnią satysfakcji. Nie moge rozmawiać z nikim nie bojąc sie o to, że zaraz ktoś mnie wyzwie i będę musiał mieć riposte na to, bo inaczej wyjde na jeszcze większego głupka.
Nie moge też mieć fajnej dziewczyny z klasy, która mi sie podoba i ja jej sie podobaŁEM przez określony czas, dopóki właśnie ten kolega nie zaczął mi wymyślać wad, mówić, że jestem biedny, nie mam przyjaciół i mnie obgadywać.

Wiele razy płakałem właśnie z tego ostatniego, że ta dziewczyna mnie zaczęła ignorować przez krytyke kolegi na mój temat.

Czuje sie taki samotny, słaby, taka mała igła w stogu siana, niczym stonka na olbrzymiej plaszczystej plaży przy morzu.

Nie wiem co robić, ignorować już próbowałem wiele razy i nic, bycie chamem mi nieraz pomagało, ale to nie tędy droga. Porozmawiać z nimi też sie nie da o tej sprawie, bo są zbyt głupi by to zrozumieć i jeszcze mnie by wyśmiali.

Rozmawiam nieraz z Bogiem o tym, wiem, że on jest bo wiele razy mi już pomógł, ale wiele razy też jest głuchy na moje smutki i na to co sie dzieje, jak ludzie ze szkoły grzeszą krytykując mnie, wyzywając, niszcząc moje życie w ten sposób.


Możecie mi coś doradzić?
Z góry dziękuje za odpowiedź,
Pozdrawiam!
Damian
Zobacz ten wpis w wątku
Aby pisać na forum musisz się zalogować !!!
rss · kontakt · załóż własne forum · TestHub.pl · korzystasz z forum? wesprzyj projekt!